"Stado. Dziennik"

Obrazek posta

07.01.2026 (środa)

 

"Żaden żywy organizm nie może na dłuższą metę normalnie funkcjonować w warunkach absolutnego realizmu." - pisze Shirley Jackson w ikonicznym otwarciu klasycznej powieści grozy “Nawiedzony dom na wzgórzu”. Doprawdy - w dziwnym splocie w tym dzienniku - groza i nadzieja. Tak jakbym grozę niemal podświadomie wprowadzał do narracji dla koniecznej być może równowagi. Nienauczony przebywania w rejestrach innych niż mroczne, ratuję się tym, co znam lepiej, z czym czuję się bezpieczniej. Realizm w swojej istocie to wierny i obiektywny opis rzeczywistości. Opis, który nie może pozwolić sobie na idealizację. Otóż - istnieje świat, który posiada określony charakter i naturę niezależną od tego, co na ten temat powstaje w naszych głowach. Nie obraz świata liczy się w tym wypadku lecz to jaki świat jest po prostu. Bo ostatecznie jakiś jest. Przynajmniej w założeniu, które dla Shirley Jackson nie jest możliwe do przezwyciężenia dla ludzkiego umysłu, który wykazuje się tendencją do kolejnych ucieczek w fikcję i miraże. Również w lęki, które w tym wypadku doskonale przewodzą wszelkiego rodzaju fantazje na temat natury rzeczy i zjawisk. 

Groza, po którą sięgam wydaje się w tym wypadku naturalną konsekwencją wcześniejszych prób urealnienia świata, w którym żyłem w minionych dziesięcioleciach. Świata tworzonego na własny użytek z wykorzystaniem doskonale nadającego się do tego narzędzia jakim jest, była i będzie fikcja

Wszystko jest kwestią narracji, która tylko pozornie sięga po doświadczenie. Owa narracja aspiruje wprawdzie do autentyczności, ostatecznie jednak wyłącznie fabularyzuje fakty lub to, co chce jako fakty - postrzegać. Fikcja chce bowiem trwać wbrew wszystkiemu. Demaskowana i zawstydzana kolejnymi konfrontacjami z realnym wciąż pragnie pozostać sobą, tkwiąc w absurdalnych pozach, grymasząc i strojąc miny. Nie ma innej fikcji niż ta, która po nas przychodzi. Nie ma innej fikcji niż ta, na którą się decydujemy. Co więcej fikcja, podobna jest w tym wypadku do wiary, która wbrew temu czego życzyłaby sobie chrześcijańska teologia - bywa wyborem, nie łaską. 

Fikcja pozostaje jednak wyborem aroganckim, lekceważącym i pysznym. Dlatego ucieczka z fikcji tak często okazuje się klęską. Jest bowiem śmiercią narracji. Upadkiem wyobrażonego. Upadła fikcja zmienia więc dramat, w komedię. Budzisz się zaskoczony, że istnieje wyłącznie zmyślenie. 

Z drugiej strony Paul Auster w "Tu i teraz. Listy 2008-2011" pisze: 

"W rzeczywistości zdarzają się rzeczy, które przypominają fikcję. A jeśli fikcja okazuje się rzeczywista, to być może powinniśmy przemyśleć na nowo definicje rzeczywistości." 

Być może powinniśmy. Zresztą, czy właśnie tego nie robimy, zanurzeni w cyfrowe światy BigTechu i możliwości sztucznej inteligencji. Czy nie dokonujemy redefinicji realnego, a rzeczywista rzeczywistość ginie nam z oczu za zakrętem tej niebezpiecznej drogi? Czy nie umawiamy się na rzeczywistość jakby jej istota mogła być przedmiotem negocjacji. Czy w ogóle zauważamy ten proces? 

A zatem czy źródłem sięgania po fikcję jest bycie niewystarczającym dla samego siebie - rodzaj słabości, kompleksu, zaburzenia lub choroby? Urojenia stają się w tym wypadku czymś więcej niż tylko urojeniami. Tak jak cegła, która układana w odpowiedni sposób przez odpowiednio długi czas ostatecznie ma szansę stać się katedrą. Równie dobrze może jednak zamienić się w gigantyczną stertę gruzu. 

W "Ostatnim rozdaniu" Wiesław Myśliwski zauważa: "Fikcja ustanawia wymiar naszych doświadczeń, naszą pospolitość podnosi do rangi losu. Podsuwa nam pod oczy, czego nie chcemy czy nie możemy dostrzec. Kieruje naszymi myślami, wyobrażeniami, marzeniami, pragnieniami, naszymi uczuciami", a Umberto Eco w “Sześciu przechadzkach po lesie fikcji” dodaje: “Na tym polega urok każdej fikcji (...) zamyka nas w granicach swojego świata i każe nam traktować go poważnie”. 

A więc mania, która nierealne czyni “realnym”, a realne unieważnia i spycha w niepamięć. 

Bawię się zatem grozą ponieważ w doświadczeniu choroby obiecałem sobie, że unikał będę fikcji, którą mi owa choroba podpowiada. Oczywiście problem nie dotyczy wyłącznie stanów chorobowych. Jest zagadnieniem mającym charakter przyjęcia określonej postawy. 

"Żaden żywy organizm nie może na dłuższą metę normalnie funkcjonować w warunkach absolutnego realizmu." - pisze Jackson, której słowa można potraktować wyłącznie jako mocne otwarcie dla powieści, można jednak wytoczyć przeciw nim “ciężkie działa namysłu” nad istotą tego stwierdzenia.

Czy w tym kontekście nadzieja nie jest formą odrealnienia? Czy w jej naturę nie została wpisana irracjonalność określonej postawy, która zawsze pozostaje wbrew temu, co przesądza o istnieniu nadziei jako takiej? Jest bowiem nadzieja zawsze wbrew rozpaczy - a przecież słowo rozpacz jest puszką Pandory, w której zamknięte są wszelkie zmory, niedole i nieszczęścia. Bierz z niej co chcesz człowieku i natychmiast poczuj się gorzej. Nadzieja nie odwraca się od negatywności - powiada literatura przedmiotu. Cóż z tego jeśli nie obraca się od niej wbrew wszystkiemu. A to z kolei nie jest postawą, która posiada cechy postawy racjonalnej. Jest natomiast rodzajem wiary, na której dnie wydaje się znajdować ślepy upór. A może wręcz przeciwnie. Może to upór widzący - który dostrzec zdoła wiele więcej niż ów upór ślepy. Jasny upór nadziei. 

Ponieważ jeśli tak nie jest - może się okazać - że czynię wysiłki by odnaleźć - to - przed czym staram się uciec. A przecież wciąż nie mogę uwolnić się od wrażenia, że za tym wszystkim stoi nic innego niż tylko i wyłącznie - głód sensu. 

Tymczasem we wspomnianym już zbiorze esejów Sudrykowski notuje:

"Jeśli odmawiamy życiu sensu, wyrzekamy się też nadziei. Tylko Nadzieja sytuuje przyszłość w naszym życiu i nadaje jej wartość. Jeśli zaprzeczymy nadziei, pozostaną zaledwie zachcianki, zniknie cel, a tym samym sens. Nie musi być on postawiony przez Boga: można w niego nie wierzyć i żyć godziwie. Celem bywa również odkrycie, wielka idea albo Wielka miłość. Zawsze jednak cel przyciągający nadzieję przerasta otaczającą nas codzienność. Ku niemu pielgrzymujemy przez życie (...)"

Czy po tej lirycznej puencie można dodać coś jeszcze? Może tylko tyle, że nadchodzący rok może być rokiem kilku narracyjnych zwrotów. Na poziomie codzienności i funkcjonowania w stadzie, które szuka sobie nowej formuły  dla trwania, ale też na poziomie wniosków, które (taką mam nadzieję) ten dziennik zapowiada, ale czy ku nim zmierza? Tego nie wiem. 

Zobacz również

"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...