α-Theos – podróż w jedną stronę... cz. VI

Obrazek posta

Nie mogę się tutaj oprzeć pokusie, by „sięgnąć’ po dygresję – pojęcie „homoousios” (gr. ὁμοούσιος) to jeden z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych terminów w historii chrześcijaństwa. Choć brzmi skomplikowanie, stał się on fundamentem tego, jak większość chrześcijan rozumie Boga do dzisiaj. Podczas I Soboru Nicejskiego w 325 roku wybuchł potężny spór pomiędzy zwolennikami Ariusza (twórcy arianizmu) a zwolennikami św. Atanazego. Spór dotyczył tego, czy Jezus jest „homoousios” (współistotny) Bogu-Ojcu, czy też tylko „homoiousios” (podobny w istocie) swemu Ojcu. Atanazy przekonał Kościół, że termin homoousios jest jedynym „zabezpieczeniem” sensu Chrystianizmu. Bez niego – według Atanazego – chrześcijaństwo stałoby się po prostu moralizującą filozofią, a nie religią dającą życie wieczne. Spór ten też doprowadził do powstania wyznania, znanego powszechnie pod nazwą „Credo Nicejskie” (a ściślej: Symbolu Nicejsko-Konstantynopolitańskiego), które miało „zabezpieczyć na wieki wieków” podstawę istnienia Chrystianizmu. Uwagę jednak zwraca jeden aspekt, o którym ówcześni biskupi zapomnieli, a może go celowo pominęli. Chociaż „zabezpieczyli” fakt, że Chrystus „zaistniał” z tej samej „boskiej materii” co jego Ojciec, to jednak sporu nie zamknęli. Praktycznie każde słowo (takie jak np. „Syn”) czy fraza (jak „z Ojca zrodzony”) prowadzą prosto do jednej konkluzji – Chrystus „zaistniał po” Bogu-Ojcu. I nieważne jest, w jakim czasie „po”. Sama analiza „Credo” jest bardzo ekscytująca i może prowadzić do jeszcze „ciekawszych” wniosków. Jednak to osobny temat, do którego może jeszcze kiedyś powrócę.

Post dostępny tylko dla Patronów

Aby zobaczyć ten materiał musisz być zalogowany

Zostań Patronem Zaloguj się
Theos podróż profanum sacrum interpretacja przeobrażenie ateizm ateista

Zobacz również

α-Theos – podróż w jedną stronę... cz. IV
DNA jako wielowarstwowy system informatyczny.
Dlaczego Twoje DNA bardziej przypomina Linuxa niż książkę kucharską.