"Stado. Dziennik"

Obrazek posta

17.02.2026 (wtorek)


 

Wysyp uciążliwych aktywności. Droga do Warszawy w śnieżnej zamieci. Powrót nocą na granicy poślizgu. Systemy wspomagające układ sterowania, które producent określił mianem “inteligentych” raz po raz korygują tor jazdy szarpiąc kierownicą. Już nie ja decyduję o tym, czy przeżyję. Teraz “inteligentny” pojazd porywa mnie ku życiu i nawet jeśli miałbym zamiar z nonszalancją właściwą dla tych, którym ziemia osuwa się spod nóg, wbić się w przydrożną bandę - wcześniej - musiałbym pokonać opór myślącej za mnie maszyny. 

Żyjemy w epoce kolejnych abdykacji: inteligencji żywej na rzecz sztucznej, wolnej woli na rzecz wolnej i bezpiecznej jazdy, krytycznego myślenia na rzecz inkluzywności, uważności oraz mętnych narracji z pogranicza brutalnego hejtu i lewicowego bełkotu o klasizmie, któremu jednocześnie towarzyszą nienawistne komentarze pod adresem każdego, kto odwraca się świadomie lub nie od sformatowanego języka “wrażliwego projektu”, który obraża się na wszystko karmiąc się oburzeniem.

Dzień później podobny scenariusz na trasie Częstochowa - Ustroń. Kilkaset kilometrów w kilka godzin. Ból pleców w wymuszonej pozycji. “Nie ufać żadnej myśli, która nie powstała w ruchu” - powiada Nietzsche, ale genialny syfilityk myśli wtedy o wędrówce, ostatecznie nieśpiesznym spacerze wokół germańskiego jeziora, którego tafla odbija jasne, germańskie obłoki, a wszystko to obejmują z czułością sędziwe ramiona kołysanych wiatrem starogermańskich dębów. Tymczasem ja siedzę, a świat się porusza. Wsie i miasteczka mijane w podróży to przeszłość. Dziś mija się w podróży dźwiękoszczelne ekrany, które skutecznie redukują wszelkie krajobraz do poziomu szarych płaszczyzn. Patrz przed siebie, nie rozglądaj się, skup uwagę, świat podziwiał będziesz używając Google Street View, albo jeśli jakimś cudem nie umrzesz z nudów - zachwycisz się światem, kiedy dotrzesz na miejsce. Nie sposób zachwycać się światem w podróży jeśli połyka się przestrzeń korzystając z autostrad. A jeśli jesteś człowiekiem współczesnym i żyjesz życiem człowieka współczesnego - wiesz - że z punktu A do B dotrzeć należy jak najszybciej. W tym wypadku autostrada wydaje się wyborem koniecznym. Z całą pewnością doradzi ci to czat GPT, z którym jeśli odpowiednio go skonfigurujesz pogawędzisz tak, jakbyś to robił z przyjacielem. Albo przyjaciółką. Jeszcze lepiej jeśli zrobisz to z osobą przyjacielską - ostatecznie inteligencja nie ma płci. Szczególnie jeśli jest sztuczna.

Dziś w nocy mój syn i jego mama wylatują do Londynu. Wir pakowania. Pytanie: czy jeśli musisz zerwać się z łóżka o trzeciej nad ranem, lepiej przespać się kilka godzin, czy lepiej nie kłaść się wcale? Przyglądam się temu w pozycji horyzontalnej próbując czytać “Notatniki” Camusa. Przypadkowo znaleziony fragment niebezpiecznie koresponduje z tym, co się wydarza: “Tym, co  nadaje wartość podróży, jest strach (...)  Oto najoczywistszy zysk z podróżowania. Jesteśmy w takich chwilach razgorączkowani, lecz chłonni. Najmniejszy wstrząs przejmuje nas do głębi (…) W podróżowaniu nie ma przyjemności. Ja widziałbym w nim raczej formę ascezy. Podróżuje się dla kultury, jeśli przez kulturę rozumieć ćwiczenie najintymniejszego z naszych zmysłów – zmysłu wieczności. Przyjemność oddala nas od nas samych, tak jak u Pascala rozrywka odsuwa nas od Boga. Podróż wielką i poważną nauką, przywraca nas samym sobie”. Oni po prostu lecą do Londynu - powtarzam siebie po cichu. Nie musisz, Kochany, szukać dla tego aktu woli sensu w literaturze. Oni się tą podróżą bawią. Oni cieszą się tą podróżą- po prostu. Tak jak ludzie cieszą się słońcem albo przejrzystą wodą, w której zanurzają się w upalne popołudnie. Ty natomiast, głuptasku, we wszystkim szukasz znaczenia, wszystkiemu odbierasz urok bezmyślnej i szczerej radości. Egzystencjalizm, od którego odżegnywał się Albert wobec ich świata zanurzonego w czasownikach. Brutalność i bezwzględność twojego zachowania, głuptasku, zawstydza pretensjonalnością. Niestosowność szukania “dziury w całym”. Czy pamiętasz jeszcze czym potrafi być radość brana za dobrą monetę? Mocna waluta, którą wymieniasz po wahliwym kursie na gorszy pieniądz - mówię do siebie, kiedy krzątają się wokół podręcznych bagaży, kiedy sprawdzają czy nie zapomnieli paszportów, impregnują buty. Wilgotny i mglisty Londyn. “Pamiętajcie Państwo, Anglia jest wyspą” - rozpoczyna swój pierwszy wykład z Powszechnej historii państwa i prawa, profesor Romaszewski, a ja - student pierwszego roku zaczynam rozumieć jak wiele można powiedzieć o naturze miejsca, zamieszkujących go ludziach, zasadach, które uznali za wiążące oraz ich rodowodzie, w jednym, dobrze zrobionym zdaniu. 

Wyczerpujące aktywności. Obłęd tempa. A może tempo obłędu. Sam już nie wiem. Nocą obudzi mnie ich krzątanie się przy bagażach. Szelest zakładanych kurtek. Ściszone rozmowy. Zgrzyt klucza w zamku. Pojadą, a kilka godzin później - polecą. Ja zostanę. 

 

Zobacz również

"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...