Czy kurczaki mają duszę? O polskich Rumunkach z Bukowiny (,,Kumotry", 2025)
Głównym spiritus movens tego wpisu jest film dokumentalny „Kumotry” (2025), który obejrzałam przedpremierowo w warszawskim Kinomuzeum. Skusiła mnie nie tylko fabuła, ale i możliwość wysłuchania prowadzonej przez Sylwię Chutnik poseansowej rozmowy z reżyserką Emilią Śniegoską i genealożką Anetą Godynią, znaną z profilu „Galicyjskie Drzewo”. Uważam, że na projekcję wybrać się warto (następna już 4 czerwca), a oto dlaczego…
SĄ W NIEJ KROWYYY, bbb dużo krów, KRÓÓÓÓÓWKI!!!!!!!!!! (I koza, a także owce!!)
A tak serio...
Film otwiera przed widzem drzwi do świata dwóch seniorek – „kumotr”, Hanki (Anny) i Bronki, mieszkających w Pleszy (Pleșa) w południowej Bukowinie, w północno-wschodniej Rumunii. Jednym słowem: góry. Dotychczas Bukowina, zarówno jej część rumuńska, jak i ukraińska, interesowała mnie ze względu na żyjących tam górali karpackich – Hucułów (więcej na ich temat pisałam w poprzednim wpisie). Dokument Emilii Śniegoskiej kieruje jednak uwagę ku innemu, rzadziej dostrzeganemu obliczu tego regionu. Bukowina jest przestrzenią szczególną – przez stulecia stanowiła transgraniczny obszar spotkań różnych narodów, języków i religii. W czasach monarchii austro-węgierskiej funkcjonowała jako jeden organizm administracyjny, dziś zaś pozostaje pograniczem nie tylko geograficznym, lecz przede wszystkim kulturowym i tożsamościowym. Właśnie w tej wielokulturowej mozaice swoje miejsce odnaleźli przodkowie bohaterek filmu. Hanka i Bronka są przedstawicielkami polskiej mniejszości zamieszkującej jedną z kilku bukowińskich miejscowości, w których do dziś zachowały się język, tradycje i pamięć o polskich korzeniach.
Opowiadając o polskich mieszkańcach Pleszy i okolicznych miejscowości, takich jak Nowy Sołoniec, Pojana Mikuli czy Kaczyka, warto wspomnieć o złożonej historii osadnictwa na Bukowinie. Jej początki sięgają końca XVIII wieku, gdy region znalazł się pod panowaniem monarchii habsburskiej. W latach 1786–1849 Bukowina administracyjnie należała do Galicji, co sprzyjało migracjom ludności z innych części cesarstwa. Na te słabo zaludnione tereny przybywali górnicy, rzemieślnicy i chłopi z okolic Nowego Sącza, Wieliczki oraz Czadecczyzny w dzisiejszej Słowacji. W epoce poprzedzającej narodziny nowoczesnych nacjonalizmów o ich decyzjach częściej decydowały względy ekonomiczne niż narodowe – na Bukowinę przyciągała ich możliwość znalezienia pracy i poprawy warunków życia.
Początki osadnictwa były jednak trudne. Przybysze musieli dosłownie wydzierać ziemię naturze, karczując rozległe lasy, od których zresztą wywodzi się nazwa Bukowiny. Budowali domy, zakładali gospodarstwa i tworzyli od podstaw wsie, które z czasem stały się ważnymi ośrodkami polskiego życia na tym terenie. Dzięki ich pracy i determinacji przez kolejne pokolenia rozwijały się lokalne społeczności, zachowując własny język, tradycje i obyczaje.
Ten względnie stabilny świat został jednak brutalnie przerwany przez wydarzenia XX wieku. Powojenna zawierucha nie oszczędziła także Bukowiny. W latach 40-tych wielu bukowińskich Polaków – dobrowolnie lub pod presją zmieniającej się sytuacji politycznej – opuściło swoje rodzinne miejscowości i wyruszyło do Polski. Akcje repatriacyjne skierowały ich przede wszystkim na tzw. Ziemie Odzyskane, między innymi do dawnego województwa zielonogórskiego oraz na Pomorze Zachodnie. Mimo tych doświadczeń część społeczności pozostała na Bukowinie. Dziś mieszka tam około dwóch tysięcy osób polskiego pochodzenia.
Film pokazuje, że współcześnie „polskie Rumunki” – jak same określają siebie bohaterki – funkcjonują na styku różnych kodów kulturowych. Hanka i Bronka mówią po polsku, zachowując charakterystyczny pleszowski akcent, śpiewają polskie pieśni i pielęgnują rodzinne tradycje. Jednocześnie ich codzienność pozostaje zanurzona w rumuńskiej rzeczywistości – język rumuński towarzyszy im w przestrzeni publicznej, a kontakt z kulturą większościową jest naturalnym elementem życia. Tym bardziej zaskakuje trwałość polskości na Bukowinie. W domach nadal rozmawia się po polsku, w kościołach odprawiane są msze w języku polskim, a kolejne pokolenia wychowują się w otoczeniu polskich zwyczajów i wartości. Istotnym elementem tej kulturowej ciągłości pozostają również media – w wielu domach odbierana jest przede wszystkim TVP Polonia, stanowiąca ważne okno na współczesną Polskę.
Jak zauważył Wojciech Krysiński ze Stowarzyszenia Obczyny: „Tutaj dla dzieci pierwszym językiem jest język polski, który poznają z rodzicami i dziadkami. Język rumuński poznają, gdy idą do przedszkola. Z domu jednak wyniesiony jest polski sposób myślenia”.
Dużym zaskoczeniem okazało się dla mnie zastosowanie w filmie w polskich i angielskich napisów... Byłam przekonana, że nie będą potrzebne, ,,bo przecież to Polki, po naszemu mówią”, jednak miejscami rzeczywiście były niezbędne. Zabawny jest przy tym fakt, że choć bohaterki często mówią, że wychodzą „na pole”, w polskich napisach wychodzą już „na dwór”, co w pewnym sensie odbiera ich wypowiedziom galicyjski charakter.
W trakcie poseansowej rozmowy Aneta Godynia zwróciła uwagę, że przetrwanie kultury, języka i obyczajów w takiej formie nie byłoby możliwe w warunkach miejskich. To właśnie oddalenie od większych ośrodków, górski krajobraz Karpat i wynikająca z niego izolacja sprzyjały zachowaniu lokalnej tradycji oraz ograniczały napływ zewnętrznych wpływów. Dzięki temu na Bukowinie przetrwała wyjątkowa mieszanka elementów małopolskich, śląskich, słowackich i rumuńskich, tworząca niepowtarzalny krajobraz kulturowy.
Jednocześnie film pokazuje, że ta hermetyczność nie jest już pełna. Wnuki bohaterek mieszkające za granicą nie zawsze potrafią swobodnie porozumiewać się z babciami. Naturalne procesy migracji i globalizacji sprawiają, że przekaz międzypokoleniowy staje się coraz trudniejszy.
Tym większego znaczenia nabierają filmy takie jak ,,Kumotry”. Dzięki nim możemy zajrzeć do świata, który trwa od pokoleń, ale którego przyszłość nie jest pewna. Hanka i Bronka same zastanawiają się nad tym, co stanie się po ich odejściu – kto przejmie ich opowieści, pieśni i język, a co najważniejsze – kto je pochowa. Za serce chwyta fragment, w którym wyliczają bliskich znajomych, sąsiadów, którzy odeszli w tym roku. Pamiętam, jak dawno temu moja babcia wykreślała z notesu kolejne numery... Film staje się więc czymś więcej niż dokumentem o dwóch kobietach, wdowach. Jest świadectwem kultury znajdującej się na granicy trwania i zanikania, zatrzymanej na chwilę przed nieuchronną zmianą. Trzeba pozbyć się złudzeń... Jak mawiała moja babcia – ,,po śmierci dupa nie rządzi”.
Kobiety spędzają ze sobą znaczną część czasu, co wynika również z ich sytuacji życiowej. Mężowie od dawna nie żyją, a dzieci, podobnie jak wielu mieszkańców regionu, wyjechały za granicę. Wieś nie daje dziś wielu możliwości zatrudnienia, dlatego kolejne pokolenia szukają lepszego życia w Austrii, Niemczech czy Hiszpanii. W tym kontekście Hanka i Bronka stają przed trudnym wyborem: pozostać na ziemi przodków, wśród znanych krajobrazów, wspomnień i grobów najbliższych, czy też zostawić dorobek całego życia i wyjechać do rodziny (szczególnie, gdy za miedzą, w Ukrainie, toczy się wojna). Przysłowie mówi: „starych drzew się nie przesadza”. Film nie daje jednoznacznej odpowiedzi, jaką decyzję podjęły, pozostawiając widza z pytaniem o granice przywiązania do miejsca i cenę, jaką płaci się za pozostanie lub odejście.
Istotną rolę w życiu bohaterek odgrywają religia, pamięć o bliskich oraz codzienne rytuały, które nadają sens ich dniom. Kościół, troska o groby przodków, wspólne gotowanie obiadów czy wyprawy do lasu po zioła, grzyby i chrust stanowią naturalną część ich codzienności. Przyjaciółki, z olbrzymim ciepłem i humorem odbywają długie rozmowy o życiu, jego sensie, emocjach i wierze, pokazując, że są to dla nich tematy ważne, ale nie zawsze do końca zrozumiałe. Urzekła mnie rozmowa w trakcie skubania kurczaków na obiad - czy kurczaki mają duszę? Kto ciekaw na czym stanęło, zapraszam do obejrzenia;)!
Nieprzypadkowo dokument zadedykowano „Naszym babkom”. To próba ocalenia świata, który powoli znika wraz z odchodzącym pokoleniem. Film staje się zapisem codzienności, pamięci i doświadczeń znanych wielu osobom z własnych wspomnień. Przywołuje obraz babć noszących chustki na głowie i wyblakłe fartuszki ,,podomki” (koniecznie niebieskie w białe kwiatuszki!!), domów pachnących niedzielnym obiadem (szczególnie w głowie utkwił mi z dzieciństwa zapach przypalanego kurczaka na rosół – fuj) oraz życia wyznaczonego rytmem zmieniających się pór roku i pracy. Budzi nostalgię za wakacjami spędzanymi u dziadków na wsi, kiedy dni upływały na pomocy w gospodarstwie, opiece nad zwierzętami czy prostych zajęciach (za dzieciaka karmiłam kurczaczki jajkami zmieszanymi z krwawnikiem, to była moja poranna misja; a jak uciekałam przed indykami!). Z perspektywy czasu właśnie te chwile pozostają jednak najcieplejsze i najbardziej trwałe. Dlatego film Emilii Śniegoskiej można odczytywać nie tylko jako dokument o bukowińskich Polakach, lecz także jako uniwersalną opowieść o pamięci, przemijaniu i świecie, który coraz szybciej odchodzi ,,do lamusa”. ,,Kumotry" pozwalają na 70 minut go zatrzymać:).
Źródła:
Górecki J., Świadomość regionalna Polaków na Bukowinie, Kraków 2007.
Kłosek E., Świadomość etniczna i kultura społeczności polskiej we wsiach Bukowiny rumuńskiej, Wrocław 2005.
Petraru M., Polacy na Bukowinie w latach 1775-1918: Z dziejów osadnictwa polskiego, Kraków 2004.
https://ponadgranicami.org/polacy-mniejszosc-w-bukowinie-od-seretu-do-suczawy/ dostęp: 01.06.2026
https://dzieje.pl/kultura-i-sztuka/polacy-na-rumunskiej-bukowinie-kultywuja-polska-kulture-i-jezyk dostęp: 01.06.2026
https://atlas2022.uw.edu.pl/mapa-tygodnia-polacy-na-rumunskiej-bukowinie/ dostęp: 01.06.2026
Trwa ładowanie...