Ziemia z marketu

Niestety nie jest to tak wesołe jak ptasznik z Biedronki. Choć tak samo jak przy regularnych wizytach egzotycznych pająków powinniśmy pamietać, że mieszkamy w jednej wiosce, a nasze codzienne wybory konsumenckie przykładają się do jej kształtu. Objawienie się byliny z Dalekiego Wschodu na parapecie w Malborku w 2021, zalana działka wujka Mietka w 2020, listopadowy rekord ciepła 26°C w Bieszczadach w 2018, trąba powietrzna w centrum Chorzowa w 2016... a i tak wszystko to pozostawiamy jak niepowiązane ze sobą zdarzenia.

Naszym parapetowym milusińskim dajemy to, co wydaje się najlepsze. Choć czasem kupujemy to, co najłatwiej dostępne. Na przykład podłoże zwane potocznie ziemią z marketu - mieszankę torfu i próchnicy nierzadko kompostowanej poza Unią Europejską. Dowiemy się tego jeśli tylko przeczytamy skład, treść z opakowania. Oczywiście kompostowana materia roślinna „spoza UE” nie mówi nam dokładnie skąd pochodzi. To trochę jak z tym miodem kozackim, który jadąc spoza krajów UE, może pochodzić z Ukrainy, Mołdawii, Rosji ale równie dobrze z RPA, Argentyny, Brazylii czy Chin. Pół biedy jeśli jest to miód eukaliptusowy - nie kupujemy miodu, który przepłynął pół świata bo na Zaporożu eukaliptusy tak licznie nie rosną, jeszcze. Facebook w izbie, świat na przyzbie.

Wróćmy jednak do cudownego pojawienia się alokazji w doniczce z kłączem imbiru. Mamy w niej obraz naszego przykładania się do wylesiania Indonezji. Choć nie tylko. Innymi równie silnie eksploatowanymi zasobami leśnymi są tereny międzyzwrotnikowe Afryki i Amazonia. Choć z racji naszego położenia geograficznego na rabunku Amazonii korzystamy mniej.

Niezależnie od długości geograficznej dla międzyzwrotnikowych biznesmentów ziemia z dżungli to odpad. Prawie jak nasza kora sosnowa. Z tą tylko różnicą, że nasza kora najczęściej pochodzi z "plantacji desek", no a podłoże kompostowe spoza krajów UE najczęściej pochodzi z niszczenia pierwotnych lasów tropikalnych. Ja sam choć takiej "ziemi" nie kupuję, to zawsze gdy wpadnie mi w ręce wygrzebuję kawałki niezmielonego drewna. Potem suszę i szlifuję, w końcu zadaję znajomemu stolarzowi pytanie co to, a on identyfikuje - bintango, merangi... Nie za często, częściej trafiają się gatunki afrykańskie.

No ale skąd to podłoże w naszych ulubionych marketach? Pośrednio z produkcji surowców do szamponów (wszystko jedno czy w kostce czy w butelce), z batoników, ze świec itp. No ale jak to? Przecież są Zero Waste! Więc teraz połączmy kropki by wyszedł obrazek. Droga jest długa ale prosta: po wycięciu i wykarczowaniu dżungli, zdzierane są miliony metrów sześciennych ziemi, właściwie to ściółki i roślinnej warstwy humusu by można było wygodnie obsadzać tysiące hektarów olejowcem gwinejskim (Elaeis guineensis Jacq.). Tą palmą, z której owoców wytwarza się niesławny olej palmowy. Czasem taką pragę obsiewa się soją warzywną (Glycine max Linn.). Tak z grubsza patrząc na globus z naszej pozycji to po prawej częściej palma olejowa, a po lewej częściej soja jadalna. Więc taka urodzajna warstwa ziemi w takiej ilości to dopust, jej nadmiar nie jest plantatorom potrzebny do niczego, wręcz przeszkadza w mechanicznym zakładaniu plantacji. Drewno to co innego. Wycięte drzewa zamieniają się w eleganckie meble kolonialne, ozdóbki i deski tarasowe. Nawet jeśli deska tarasowa z olchy wygląda po trzech latach lepiej niż wenge czy bangikari to wiadomo - prestiż - a że przy okazji delegacja trudu i pogłębianie kryzysu, trudno, pan płaci, pan wymaga. Natomiast gałęzie i ścinki tarcicy z drzew lasów międzyzwrotnikowych mielone są na pulpę, która służy w Europie do produkcji papieru toaletowego, chusteczek, "naturalnych" podpasek, tych supermocnych ręczników kuchennych itp.

Zdziwieni? Gdy świat patrzył na zablokowany Kanał Sueski pojawiły się głosy, że zdrożeje papier toaletowy (por. Grace Key, „Od papieru toaletowego do kawy - oto niektóre z produktów, których wkrótce może zabraknąć z powodu blokady Kanału Sueskiego”; 27.03.2021). Z drugiej strony świata krezus pulpy, dyrektor generalny brazylijskiej spółki Suzano, „Walter Schalka, jest zaniepokojony zatorami w transporcie morskim. Brazylijska spółka przesyła bowiem surowiec do producentów głównie w ten sposób” (por. Puls Biznesu, "Papier toaletowy kolejną ofiarą kryzysu kontenerowego"; 25.03.2021).

Nie będę się nad tym rozwodził bo taka rzeka produktów z dżungli płynie do nas, że drugiego brzegu nie widać. Aż włos się jeży. Albo i nie jeży. Gdy sobie to zracjonalizujemy, wyprzemy lub w inny sposób skorzystamy z psychologicznych mechanizmów obronnych, nasze dobre samopoczucie nie pogorszy się podczas wycierania uronionej kropelki kawałkiem pierwotnego lasu deszczowego.

Także fajnie, że bulwka alokazji przetrwała sito produkcji choć faktycznie jest to memento naszego upadku. Ale dla niektórych będzie sygnałem do przebudzenia co robimy z Globalnym Południem.

 

 

P.S. Jeśli jednak los ludzi na drugim krańcu świata Cię nie interesuje, światopoglądowo pozostajesz w sferze poczucia humoru W. Cejrowskiego i bliższe są Ci swojskie klimaty to trudno. Wkrótce będę miał coś i dla Ciebie:

„Konferencja ramsarska, a co to takiego? Czyli jak zamieniamy torfowiska w podłoża do kwiatków.”

Z artykułu będzie można się dowiedzieć jakie znaczenie dla naszego życia mają tereny podmokłe, odkryć jak stare pokłady torfu przerabiamy na podsypkę do azalii, a nawet pokusić się o rozwiązanie zagadki jak to się stało, że kolega Weroniki „w takiej ziemi kupionej w markecie znalazł monetę – grosz krakowski Kazimierza Wielkiego”, monetę bitą w III ćwierci XIV wieku...

 

foto: Wiktoria Zaton

rośliny pokojowe technika ekologia klimat

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...