Avatar użytkownika

Marcin Zegadło

12
patronów
250 
miesięcznie
27 860 
łącznie
12
patronów
250 zł 27 860 zł
miesięcznie łącznie

Posty

06.02.2026 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) "Żaden żywy organizm nie może na dłuższą metę normalnie funkcjonować w warunkach absolutnego realizmu." - pisze Shirley Jackson w ikonicznym otwarciu klasycznej powieści grozy “Nawiedzony dom na wzgórzu”. Doprawdy - w dziwnym splocie w tym dzienniku - groza i nadzieja. Tak jakbym grozę niemal podświadomie wprowadzał do narracji dla koniecznej być może równowagi. Nienauczony przebywania w rejestrach innych niż mroczne, ratuję się tym, co znam lepiej, z czym czuję się bezpieczniej. Realizm w swojej istocie to wierny i obiektywny opis rzeczywistości. Opis, który nie może pozwolić sobie na idealizację. Otóż - istnieje świat, który posiada określony charakter i naturę niezależną od tego, co na ten temat powstaje w naszych głowach. Nie obraz świata liczy się w tym wypadku lecz to jaki świat jest po prostu. Bo ostatecznie jakiś jest. Przynajmniej w założeniu, które dla Shirley Jackson nie jest możliwe do przezwyciężenia dla ludzkiego umysłu, który wykazuje się tendencją do kolejnych ucieczek w fikcję i miraże. Również w lęki, które w tym wypadku doskonale przewodzą wszelkiego rodzaju fantazje na temat natury rzeczy i zjawisk. Groza, po którą sięgam wydaje się w tym wypadku naturalną konsekwencją wcześniejszych prób urealnienia świata, w którym żyłem w minionych dziesięcioleciach. Świata tworzonego na własny użytek z wykorzystaniem doskonale nadającego się do tego narzędzia jakim jest, była i będzie fikcja. (...)"

17.01.2026 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) bo przecież rozpad jest zjawiskiem fascynującym, o ile nie dotyczy nas w sensie ścisłym (a może nawet i wtedy). Romantyzujemy upadek, każdą klęskę. Opowiadamy sobie bajki o moralnych zwycięstwach. I jeśli nawet broni się to w dialektyce, to niekoniecznie spełnia swoją funkcję na poziomie tak elementarnym jak ciało. Ciało upada ostatecznie. Geriatryczna dekonstrukcja ciała - to wszystko, co ma nam do zaoferowania ów katalizator pożądania i namiętności - przytulny boks dla dwóch rączych koni, na które w tym biegu tak wielu fałszywie postawi. Wszystko, co może mieć wartość większą niż płyn ustrojowy lub kolejny wyrzut dopaminy - jest gdzie indziej. Trzeba było być Stwórcą ironicznym i złośliwym, żeby receptorem odbioru świata, w którym poruszamy się z większą lub mniejszą bezradnością, uczynić ludzkie ciało. A jeśli nie jest to po prostu demiurgiczny figiel, to jest to figiel innej, perfidnej natury. Z drugiej strony jak pięknie jest tym ciałem oddychać i dotykać. Jak pięknie potrafi być ciało. Bezwzględna konfrontacja jego harmonii i sprawności z jego upośledzeniem i śmiercią wydaje się okrutnym żartem. Próbą charakteru. Grą podjętą z własną i cudzą próżnością. Ćwiczeniem duchowym w rzeczywistości, w której nikt już nie mówi o duszy. Nikt już nie mówi o Duchu. Ktoś taki nie zostanie przecież potraktowany poważnie. Więc ciało - narzędzie poznania, które sadzasz człowieku na miękkiej dupie i mówisz do ciała: Spójrz jak pięknie! A potem wszystko i tak - bardziej lub mniej gwałtownie - dobiega końca. Po dupie ani śladu. Zostaje worek kości. Przy odrobinie szczęścia wyrośnie na tobie dąb lub jakaś lipa. Ogólnie lipa. Tak to zostało zorganizowane. Piękno bezwględnie brutalnego porządku. Polub i udostępnij. “Ciało, prawdziwa droga kultury, wskazuje nam nasze granice” - pisze Camus w “Notatnikach”. Szach. Mat. (...)"

10.01.2026 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Późna lektura tekstów Manna (najnowszy numer Kronosa) i kilka stron Andrzejewskiego. W tekście zatytułowanym "Pochwała przemijalności" Thomas Mann nazywa "przemijalność" - "duszą bytu" pisząc, że "jest tym, co wszelkiemu życiu nadaje wartość i godność oraz czyni interesującym, albowiem to ona stwarza czas – czas zaś jest, przynajmniej potencjalnie, najwyższym, najbardziej użytecznym darem, w swojej istocie spokrewnionym, wręcz tożsamym z wszystkim, co twórcze i czynne, wszelką ruchliwością, wszelką wolą i wszelkim dążeniem, z wszelkim doskonaleniem, wszelkim postępem ku wyższemu i lepszemu. Gdzie nie ma przemijalności, nie ma początku i końca, narodzin i śmierci, tam nie ma też czasu a bezczasowość to stojąca w miejscu nicość, równie dobra i równie zła jak ona, coś absolutnie nieinteresującego." Jednocześnie w tym samym tekście Mann zauważa że czas ludzi twórczych ma "inną strukturę, inną gęstość, inną wydajność niż luźniej tkany i łatwiej się rozpływający czas owej większości". “Przemijanie mnie trapi…” - zwierza się bohater Pilichowskiego spisu cudzołożnic “ jednej ze swoich słuchaczek. Ja natomiast podzielam owo utrapienie, chociaż jest we mnie jednocześnie wiele badawczego zdumienia, które towarzyszy mi ilekroć staram się przyglądać zdarzeniom, które instynktownie umieszczamy na osi czasu, ponieważ w ten sposób łatwiej nam pojąć i zrozumieć charakter naszego istnienia. Jego w gruncie rzeczy - istotę - pozbawioną najczęściej (niestety) istotności. (...)"

06.01.2026 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Wczoraj uczestniczę w projekcji filmu dokumentalnego stanowiącego część cyklu filmowego obrazującego historię Częstochowy. Klub Politechnik pełen ludzi. Frekwencja wysoka. Na sali kilku oficjeli. Uroczystość prowadzi były redaktor działu kulturalnego częstochowskiego wydania Gazety Wyborczej. Dokument, o którym mowa, w tej części dotyczyć ma lat 1945-1950. Znam dobrze poprzednie materiały i trudno przejść obok nich obojętnie, bez uznania dla ich twórców. Tym razem niestety jest inaczej. Winą można obarczyć tych, którzy postanowili użyć w materiałach mających “przykryć” narrację płynącą z offu - obrazem - wygenerowanym przez sztuczną inteligencję. Więc oglądamy miasto na fotografiach, które teraz zostają wprawione w ruch. Machają do nas z ekranu robotnicy i mieszkańcy miasta. Uśmiecha się do nas wymachując nieprawdziwą dłonią generał Fieldorf - Nil. Uśmiecha się radośnie, chociaż lektor informuje nas, że został zamordowany przez komunistyczną bezpiekę. Ulice Częstochowy przecinają marsze nieprawdziwych, nigdy nieistniejących postaci cywilnych oraz tych w uniformach Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Liczne halucynacje w elementach umundurowania. Ręce, które nie należą do nikogo. Twarze przypominające fizjonomią topielców spoglądających na nas spod tafli wody. Wozy pancerne i kamienice trawi nieprawdziwy ogień. Nieprawdziwe miasto wygląda z kadrów raz po raz. Naturalnie potrafię odróżnić fragmenty wygenerowane od tych, w których realizatorzy wykorzystali materiały archiwalne, mimo to całość pozbawiona jest należnej wydarzeniom powagi, a postaci, które puszczają do nas oko (dosłownie) z ekranu, pozbawione są na dodatek godności. Arogancja z jaką ktoś potraktował całość przypomina pomysł poruszania martwą babcią w trumnie, żeby wydała się bardziej żywa. Żeby raz jeszcze można było w babci dojrzeć tę miłą starszą panią, z którą mieliśmy w zwyczaju jadać urocze podwieczorki. (...)"

Dołącz do grona Patronów!

Wesprzyj działalność Autora Marcin Zegadło już teraz!

Zostań Patronem