"(...) Tak czy owak - skoro intuicje zjawiają się przed rozumem, to należałoby przyjąć, że w bajce o dziewczynce opowiedzianej przez małego analfabetę jest wiele więcej z natury świata niż w zawracaniu głowy cytatami z Camusa i szukania ratunku w cudzej mądrości, Nie zmienia to faktu, że w obu przypadkach mówimy z wnętrza jakiejś ciemności i lepiej żeby była to wyłącznie ciemność styczniowego wieczoru, ponieważ dzisiaj, staram się to myślenie odwracać. Szukam ulgi, szukając nadziei. Wątpię nie w Boga - lecz w ateizm. Samemu sobie mówię: Sprawdzam! Nie wychodząc jak dotąd na wnioski, wychodzę jednak na przeciw. Decyduję się na udział w tym, co Whitehead nazywa “Wielką Przygodą” bez gwarancji na podróż w komfortowych warunkach, bo przecież to, czego doświadczam stawia mnie poza strefą komfortu. Dysonans wpisany jest w tę drogę. Wpisana jest w nią również obietnica. Żywe, które tętni pod warstwą zrogowaciałych powierzchni. Czy to zadanie jest zadaniem intelektu, którego funkcją i naturalną kompetencją w moim rozumieniu jest nieustannie ponawiana wątpliwość? Intelekt, który nie podważa, nie kwestionuje i nie wątpi wcześniej czy później okaże się bezużyteczny. Mówię tutaj o tym, co nazywamy "myśleniem krytycznym", ale też zwracam uwagę na to, że intelekt nie jest szczególnie potrzebny do tego, żeby entuzjastycznie popierać, afirmować, wyznawać, hołubić, a nawet buntować się, czy wzniecać rewolucje. W tym wypadku może się, co najwyżej przydać. Zawsze lepiej, kiedy jest niż kiedy go brakuje. (...)"