"(...) I jeszcze “miary niewidoczne”. Nic bardziej niż one nie wymaga odwagi. Garda powinna być zdjęta. Głowa wystawiona na ciosy. Niekoniecznie w porządku nadstawiania “drugiego policzka”. Z całą pewnością jednak w gotowości na wiedzę, która może pozbawiać nas komfortu wygodnego trwania, a przecież o nic bardziej nie dbamy od dziesięcioleci niż o komfort. Szczególnie własny. Mówi o tym do nas często fałszywa lub błędnie interpretowana terapia w jej uproszczonych wariantach powstałych dla naszej wygody. A zatem: nie wymagać od siebie zbyt wiele, jeśli zdołasz - wiń innych. Lista winnych pozostaje do twojej dyspozycji, na jej szczycie odnajdziesz toksycznych, niedojrzałych emocjonalnie rodziców, patriarchów lub po prostu mężczyzn jako wyziew kultury gwałtu i wszelkiej innej przemocy, wszystkich tych, którzy czegoś od ciebie chcą, a przecież byłeś krzywdzony - nieświadomy i straumatyzowany plączesz się teraz w pokracznych narracjach o samym sobie usuwając z “grona znajomych” każdego, kto nie jest skłonny zgodzić się z tobą w każdej sprawie. Tymczasem “miary niewidoczne” mogą okazać się podróżą do świata, który nie orbituje wokół ciebie, który od ciebie oczekuje, który się tobie przygląda okiem o wiele mniej życzliwym niż twój uprzejmy psychoterapeuta. Co zatem powiesz “Płatku Śniegu”, “Śnieżynko”, “Osobo pacjencka”, “Osobo kliencka”, “Osobo autorska”, “Osobo studencka”, “Osobo męska, niemęską, żeńska” i “Trzecia Osobo” dla samej siebie niemal “Osobo Boska”? A przecież jak pisze Śpiewak: “Ludzkie doświadczenie jest uwikłane w niepewność” i dalej: (...) Wiedza nie jest dana wszystkim w równym stopniu, nawet jeśli zapewni się stosowne wykształcenie, znajomość warsztatu naukowego i umożliwi swobodne uprawianie teorii (...) Potrzebne jest dojrzewanie do stosownego przeżycia”. (...)"