"(...) Czym jest “Królestwo” Carrere wyjaśnia powołując się na Łukasza i przypowieść o synu marnotrawnym - jedną z tych przypowieści, w których absurd staje się nie do zniesienia. Nasze poczucie moralności lub wprost - sprawiedliwości, zostaje poddane wielkiej próbie. Odwracamy się zatem od “Dobrej Nowiny” przekonani o tym, że to jest jednak eksperyment nazbyt radykalny. "Życie na tym padole jest właśnie takie, niesprawiedliwe, okrutne, stronnicze, wszyscy o tym wiemy, ale zobaczycie, Królestwo to coś całkiem innego..." Otóż wcale nie. Łukasz wcale tego nie mówi. On mówi: "To jest właśnie Królestwo". I jak mistrz zen, wypowiedziawszy koan, zostawia was z tą zagadką" - pisze Carrere.
Więc dostajemy od Łukasza swoisty rejestr grozy. Upadek rozumu, który następuje wskutek konfliktu porządków. Tego, który wydaje się oczywisty, z tym, który do nas przychodzi w przypowieści. Groza - albowiem niespodziewanie nic nie jest tym, czym się wydaje. Może nie od razu “świat to ułuda”, ale paradoksalnie “Królestwo” jawiąc się jako bolesna realność dalekie jest od wyobrażeń związanych z Królestwem Niebieskim, które przeczuwamy. Myśleliśmy przecież, że to o nie chodzi. Mocna puenta. Urealnienie na miarę nawrócenia. A może zawrócenia z drogi, która prowadzi do rzeczywistości, w której woda zamienia się w wino, nieuchronnie przenosząc nas tym razem w rejestr baśniowy, a przecież uciekamy tutaj od fikcji. Czy mamy jednak dość odwagi, żeby zrezygnować z koniecznych w baśniowym rejestrze, pomyślnych zakończeń? (...)