"(...) Późna lektura tekstów Manna (najnowszy numer Kronosa) i kilka stron Andrzejewskiego.
W tekście zatytułowanym "Pochwała przemijalności" Thomas Mann nazywa "przemijalność" - "duszą bytu" pisząc, że "jest tym, co wszelkiemu życiu nadaje wartość i godność oraz czyni interesującym, albowiem to ona stwarza czas – czas zaś jest, przynajmniej potencjalnie, najwyższym, najbardziej użytecznym darem, w swojej istocie spokrewnionym, wręcz tożsamym z wszystkim, co twórcze i czynne, wszelką ruchliwością, wszelką wolą i wszelkim dążeniem, z wszelkim doskonaleniem, wszelkim postępem ku wyższemu i lepszemu. Gdzie nie ma przemijalności, nie ma początku i końca, narodzin i śmierci, tam nie ma też czasu a bezczasowość to stojąca w miejscu nicość, równie dobra i równie zła jak ona, coś absolutnie nieinteresującego." Jednocześnie w tym samym tekście Mann zauważa że czas ludzi twórczych ma "inną strukturę, inną gęstość, inną wydajność niż luźniej tkany i łatwiej się rozpływający czas owej większości".
“Przemijanie mnie trapi…” - zwierza się bohater Pilichowskiego spisu cudzołożnic “ jednej ze swoich słuchaczek. Ja natomiast podzielam owo utrapienie, chociaż jest we mnie jednocześnie wiele badawczego zdumienia, które towarzyszy mi ilekroć staram się przyglądać zdarzeniom, które instynktownie umieszczamy na osi czasu, ponieważ w ten sposób łatwiej nam pojąć i zrozumieć charakter naszego istnienia. Jego w gruncie rzeczy
- istotę - pozbawioną najczęściej (niestety) istotności. (...)"