"(...) Mieć tą świadomość lepiej jest niż jej nie mieć, bo kiedy rozgląda się człowiek po rynku książki brutalnie nasuwają mu się dwa wnioski. Pierwszy jest taki, że nie wszyscy taką świadomością dysponują. Drugi jest taki, że o wiele gorsze od braku tej świadomości jest świadome “robienie” literatury małej, wtórnej, przeźroczystej, niskokalorycznej, względnej, aspirującej, wystającej w poczekalniach wszelkiej maści Konkursów i Nagród. O wiele gorsze od braku tej świadomości jest zajmowanie się literaturą, która rymuje się z “duchem czasu”, ideą lub ideologią, społeczną potrzebą, publicystyką, “palącymi problemami współczesności”, a w tym: inkluzywnością lub jej brakiem, feminizmem, szowinizmem, faszyzmem, socjalizmem, patriarchatem, matriarchatem, poligamią, poliandrią, polityką, świństwem lub poczciwością. Innymi słowy - brakuje powieści wielkich, ponieważ przychodzą one ze świata zdominowanego przez zredukowane namiętności. Redukcja namiętności jest rakiem, który morduje literaturę sprowadzając ją do rangi lokalnych mikroopowieści. (...)"