Avatar użytkownika

Marcin Zegadło

9
patronów
215 zł
miesięcznie
29 710 zł
łącznie
9
patronów
215 zł 29 710 zł
miesięcznie łącznie

Posty

21.09.2025 ● Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Więc jeszcze rytuały. Te, które powstają intencjonalnie będąc bezpieczną ramą, kamertonem wyznaczającym rytm mojego funkcjonowania. Procesy higieniczne, kofeina w rozsądnych dawkach, papierosy, które staram się palić w spokoju ciesząc się ich wątpliwym smakiem i niewątpliwą mocą. Bycie w stadzie: dzieci i W. Codzienne rozmowy z Radkiem. Okresowa korespondencja z Andrzejem. Justa, która od czasu do czasu odzywa się, a ja odpowiadam. Wspomniane już marsze i spacery, praca - ta zarobkowa (minimum 8 godzin) i ta z powołania - więc książki, książki, książki. Notatki. To co należy zapamiętać i to co, co może się wymknąć. Na wszelki wypadek zapisuję wszystko. Łączę w całość. Wnioski. Synteza. Jakby życie pisało haiku, a ja odczytywał bym je później z kalendarzy. Posiłki. Cukier, od którego jestem uzależniony w dużo większym stopniu niż od nikotyny. Lęk i napięcie, których staram się od pewnego czasu nie odganiać od siebie, pozwalam im trwać obok jak współlokatorom, bez których nie ogarnę czynszu. Okresowo zamiast książek seriale na platformach streamingowych. Tryb ucieczkowy. Tryb przetrwania. A potem znowu spokój i rozpaczliwe próby ciszy. Świat staje się geometryczny, więcej w nim kątów prostych niż niespodziewanych zakoli dróg i rozstajów. Wsłuchać się w to wszystko, uczynić swoim. Nie bać się tego. Być w opozycji do ruchu, nieustannej zmiany, być przeciw wysokiej prędkości dni, które następują po sobie, o których później mówi się "moje życie. (...)"

15.09.2025 ● Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Wieczorem podczas spaceru odsłuchuję wiadomość od Radka. Stosujemy z Radkiem od niemal dwóch lat ten rodzaj cyfrowej korespondencji, który umożliwia nam pozostawanie w stałym kontakcie bez konieczności umawiania się na telefon, przerywania sobie podczas mówienia, sprzęgania się głosów i pośpiechu związanego z tym, że obaj mamy jednak całą masę obowiązków, bo obaj żyjemy w mniejszym lub większym stopniu w stadach. Więc słucham, co Radek do mnie mówi, a mówi o tym, co wydarzyło się kilka dni temu, a czego w zasadzie mogliśmy się przecież spodziewać, bo obecność na polskim niebie rosyjskich dronów była więcej niż kwestią czasu, była i jest naturalnym następstwem tego, że jesteśmy w tej wojnie od chwili kiedy się zaczęła i czy się to podoba, czy nie podoba tym, którym wydaje się, że Ukraina to jest cudze zmartwienie. Ono jest tak bardzo nasze, że bardziej nasze oznaczałoby już tylko alarm bombowy nad Warszawą. Wrzesień w tym roku ciepły i w przeważającej części słoneczny - jak dotąd, a to zawsze kojarzyć mi się będzie niefortunnie z Gałczyńskim i tym wrzosem, którego wtedy było tyle na bukiety. Oczywiście mowa o wierszu, w którym czwórkami do nieba idą żołnierze z Westerplatte, chociaż wiadomo, że ta ich ostatnia droga u Gałczyńskiego niewiele ma wspólnego z prawdą historyczną, bo nie poległo ich wtedy więcej niż kilkunastu, co nie oznacza, że wiersz nie może mieć swojej prawdy, która odbiega od każdej innej nie będąc jednocześnie ani trochę kłamstwem. (...)"

12.09.2025 ● Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) To będzie dziennik właśnie o tym - o drodze, która nigdy w gruncie rzeczy nie znajduje końca, o wspólnocie, którą jest wspólnota najbliższych nazywana przez nas rodziną, grupą przyjaciół, a w ujęciu panoramicznym wspólnotą, którą lubiliśmy nazywać społeczeństwem, które dziś przypomina raczej grupy plemion wzajemnie się nie tolerujących, wrogich sobie i głuchych na swoje języki, które w coraz większym stopniu stają się niezrozumiałe. To będzie dziennik o tym, czym jest naturalna potrzeba kontaktu z tym Drugim wobec mojej pogłębiającej się mizantropii będącej wynikiem tego kontaktu - sumą doświadczeń, pakietem wniosków. To będzie dziennik pisany w chwili, kiedy rosyjskie drony wdzierają się na “polskie niebo”, a wojna, która toczy się za granicą z jakiegoś powodu wciąż uznawana jest dość powszechnie za “cudzą” nie “naszą”. To będzie dziennik powstający w kraju głębokich podziałów, nad której krawędzią kołyszemy się na piętach coraz bardziej zmęczeni pozbawieni jednak woli wygaszenia wciąż pogłębiającej się polaryzacji. To będzie dziennik z codzienności, w której rutyna nie oznacza nudy, a przygoda nie oznacza ekscytującego życia, dziennik wahający się pomiędzy udostępnianiem siebie, a wyznaniem, które zawsze przychodzi z pomocą jeśli pragnie się skupić na sobie uwagę. To będzie dziennik czytany przez kilka osób, dziennik bez ambicji bycia czytanym, ale też nie pozbawiony takiej intencji, dziennik, w którym będę mówił bardziej do siebie niż do innych, ponieważ w tej energii czuję się najlepiej, to porządkuje moje myśli, lektury, doświadczanie świata, który przestaje być dobrym miejscem do życia, co nie zmienia faktu, że raczej nie istnieje i nie będzie istnieć - inne, które okaże się lepsze. To będzie dziennik bez żadnej obietnicy trwania, dziennik kapryśny, niestały, wolny od konieczności powstawania, dziennik nierówny i zrzędliwy, dziennik pełen powtórzeń i powrotów - dziennik tęskniący za tym czego już nie ma i nie pragnący niczego poza tym, co jest. (...)

Dołącz do grona Patronów!

Wesprzyj działalność Autora Marcin Zegadło już teraz!

Zostań Patronem