Avatar użytkownika

Marcin Zegadło

10
patronów
225 
miesięcznie
28 830 
łącznie
10
patronów
225 zł 28 830 zł
miesięcznie łącznie

Posty

23.04.2024 Komentarze: 2

"Fikcje. Dziennik"

"(...) Zabawne, że wciąż to robimy, a przecież jesteśmy dorośli. Wciąż nam na tym zależy, żeby nas inni nie widzieli w “cieniach niepowodzeń”, żeby nam inni uwierzyli, że jest lepiej niż było i że w chuj się zanosi na lepiej. Zresztą to jest dużo głębsze, dużo bardziej poważne u mężczyzn, którzy przez większość dnia po prostu coś udają. Udają twardszych niż są lub bardziej obojętnych niż mogliby się wydawać. Udają, zdecydowanych. Udają dowcipnych. A już najlepiej udawać, że ma się wyjebane. To zawsze można znaleźć w “dobrym tonie”. A wyjebane to miał Ali, o którym było już w tym dzienniku i może warto żeby o Alim wspomnieć ponownie - wyciągnąć go spod kół rozpędzonej ciężarówki, która wtarła Aliego w asfalt i powiedzieć Aliemu prosto w oczy: “Chuj ci w dupę Ali. Całe życie kłamałeś, Kochany. Sobie kłamałeś i innym. Sam siebie dymałeś cwelu swoją życiową filozofią, która wisiała na wyjebaniu jak trup na szubienicznym sznurze. Nie ma takiej siły, głupi fiucie, która mogłaby wydrzeć ze mnie promil wiary w to, że po nocach nie wirowały w tobie takie światy, w których byłeś otwartą, niegojącą się raną, tęgi chuju”. Tak należałoby Aliemu powiedzieć gdyby jakimś cudem dało się cofnąć czas i nakłonić go żeby tamtego popołudnia nie wsiadł na swój dopieszczony motocykl i nie dał sobie urwać łba razem z kaskiem jakiemuś kierowcy Jelcza, albo Stara. (...)"

13.03.2024 Brak komentarzy

"Fikcje. Dziennik"

"(...) A skoro już mowa o przodkach to zdałem sobie sprawę, że wpływ formacyjny na mnie jako chłopaka w wieku nastoletnim miała przede wszystkim moja babka Ligia - matka mojego ojca, “hrabianka”, panienka z “dobrego domu” - że język francuski, lekcje fortepianu, przestronne mieszkanie w reprezentacyjnej kamienicy w miastku, że ojciec oficer, ordynans i służba, że ciągną się za oknem ogrody po horyzont, a w tych ogrodach i korty tenisowe i kwiaty i zieleń szumiących koron drzewostanu. Ligia snuła rodzinną opowieść, w której majaczyły ziemiańskie tradycje, inteligencki etos i wszelkie możliwe nierówności klasowe, co naturalnie w niczym mi nie przeszkadzało i wciąż właściwie nie przeszkadza. A przecież pokolenie naszych dziadków, to było pokolenie niosące na swoich barkach wojenne doświadczenie i śmierci rodzinnych mam w systemie całe zatrzęsienie. Umierała w Auschwitz siostra Ligii kładąc głowę za pomoc częstochowskim Żydom uwięzionym w getcie, umierały bliźnięta po stronie rodziny mojej matki, umierały siostrzyczki, gaśli braciszkowie. Którejś przedwojennej wigilii czteroletni braciszek matki mojej matki umiera z palcami małej dłoni wplecionymi w warkocz swojej siostry, która za pięćdziesiąt lat zostanie moją babką Danielą i z nią spędzę pierwsze lata dzieciństwa i tylko mój dziadek - ojciec ojca - cudem przetrwa dwa nazistowskie kacety uchodząc z życiem z Gross Rosen, a później z Buchenwaldu, gdzie stawał na tym samym placu apelowym, co noblista Imre Kertesz, który był tam więziony w dokładnie tym samym czasie. W niczym nie przeszkodzi to mojemu dziadkowi po kres życia pozostawać zapiekłym antysemitą podczas gdy jego wnuk - ja we własnej osobie - zgłębiał będzie mechanizm Zagłady, prowadził z tej Zagłady warsztaty dla młodzieży i pisał o tym wiersze. Taki Dybuk. Widocznie natura dąży do równowagi, szuka harmonii i koniec końców niesie odkupienie - win własnych i win cudzych. Taka droga. (...)"

Dołącz do grona Patronów!

Wesprzyj działalność Autora Marcin Zegadło już teraz!

Zostań Patronem