Avatar użytkownika

Marcin Zegadło

9
patronów
215 zł
miesięcznie
29 710 zł
łącznie
9
patronów
215 zł 29 710 zł
miesięcznie łącznie

Posty

23.04.2024 ● Komentarze: 2

"Fikcje. Dziennik"

"(...) Zabawne, że wciąż to robimy, a przecież jesteśmy dorośli. Wciąż nam na tym zależy, żeby nas inni nie widzieli w “cieniach niepowodzeń”, żeby nam inni uwierzyli, że jest lepiej niż było i że w chuj się zanosi na lepiej. Zresztą to jest dużo głębsze, dużo bardziej poważne u mężczyzn, którzy przez większość dnia po prostu coś udają. Udają twardszych niż są lub bardziej obojętnych niż mogliby się wydawać. Udają, zdecydowanych. Udają dowcipnych. A już najlepiej udawać, że ma się wyjebane. To zawsze można znaleźć w “dobrym tonie”. A wyjebane to miał Ali, o którym było już w tym dzienniku i może warto żeby o Alim wspomnieć ponownie - wyciągnąć go spod kół rozpędzonej ciężarówki, która wtarła Aliego w asfalt i powiedzieć Aliemu prosto w oczy: “Chuj ci w dupę Ali. Całe życie kłamałeś, Kochany. Sobie kłamałeś i innym. Sam siebie dymałeś cwelu swoją życiową filozofią, która wisiała na wyjebaniu jak trup na szubienicznym sznurze. Nie ma takiej siły, głupi fiucie, która mogłaby wydrzeć ze mnie promil wiary w to, że po nocach nie wirowały w tobie takie światy, w których byłeś otwartą, niegojącą się raną, tęgi chuju”. Tak należałoby Aliemu powiedzieć gdyby jakimś cudem dało się cofnąć czas i nakłonić go żeby tamtego popołudnia nie wsiadł na swój dopieszczony motocykl i nie dał sobie urwać łba razem z kaskiem jakiemuś kierowcy Jelcza, albo Stara. (...)"

13.03.2024 ● Brak komentarzy

"Fikcje. Dziennik"

"(...) A skoro już mowa o przodkach to zdałem sobie sprawę, że wpływ formacyjny na mnie jako chłopaka w wieku nastoletnim miała przede wszystkim moja babka Ligia - matka mojego ojca, “hrabianka”, panienka z “dobrego domu” - że język francuski, lekcje fortepianu, przestronne mieszkanie w reprezentacyjnej kamienicy w miastku, że ojciec oficer, ordynans i służba, że ciągną się za oknem ogrody po horyzont, a w tych ogrodach i korty tenisowe i kwiaty i zieleń szumiących koron drzewostanu. Ligia snuła rodzinną opowieść, w której majaczyły ziemiańskie tradycje, inteligencki etos i wszelkie możliwe nierówności klasowe, co naturalnie w niczym mi nie przeszkadzało i wciąż właściwie nie przeszkadza. A przecież pokolenie naszych dziadków, to było pokolenie niosące na swoich barkach wojenne doświadczenie i śmierci rodzinnych mam w systemie całe zatrzęsienie. Umierała w Auschwitz siostra Ligii kładąc głowę za pomoc częstochowskim Żydom uwięzionym w getcie, umierały bliźnięta po stronie rodziny mojej matki, umierały siostrzyczki, gaśli braciszkowie. Którejś przedwojennej wigilii czteroletni braciszek matki mojej matki umiera z palcami małej dłoni wplecionymi w warkocz swojej siostry, która za pięćdziesiąt lat zostanie moją babką Danielą i z nią spędzę pierwsze lata dzieciństwa i tylko mój dziadek - ojciec ojca - cudem przetrwa dwa nazistowskie kacety uchodząc z życiem z Gross Rosen, a później z Buchenwaldu, gdzie stawał na tym samym placu apelowym, co noblista Imre Kertesz, który był tam więziony w dokładnie tym samym czasie. W niczym nie przeszkodzi to mojemu dziadkowi po kres życia pozostawać zapiekłym antysemitą podczas gdy jego wnuk - ja we własnej osobie - zgłębiał będzie mechanizm Zagłady, prowadził z tej Zagłady warsztaty dla młodzieży i pisał o tym wiersze. Taki Dybuk. Widocznie natura dąży do równowagi, szuka harmonii i koniec końców niesie odkupienie - win własnych i win cudzych. Taka droga. (...)"

05.03.2024 ● Brak komentarzy

"Fikcje. Dziennik"

"(...) Od kiedy więź chłopców z ojcami została zerwana wskutek m.in. rewolucji przemysłowej, oderwania mężczyzn od pracy we własnych gospodarstwach czy zakładach rzemieślniczych - ojcowie poszli do fabryk, a chłopcy zostali z matkami, ciotkami, siostrami. To oczywiście gigantyczne uproszczenie, ale ten proces opisywany był wielokrotnie w literaturze przedmiotu. Daruję sobie cytaty i lewarowanie się cudzymi nazwiskami. Tak czy inaczej to, co wydarzyło się na poziomie życia społeczeństw sprowadza się do tego, że kobiety zgodnie lub wbrew swojej woli pozostawione zostały na pastwę konieczności poświęcenia się niemal w pełni wychowaniu dzieci, w tym oczywiście wychowaniu swoich synów. Chcę żeby to wybrzmiało - ten obowiązek wynikał również z wycofania się z tego obowiązku przez mężczyzn, bo przecież kobiety od dziesięcioleci pracują również zawodowo na równi z mężczyznami, więc w rzeczywistości wykonują obowiązki na co najmniej dwóch etatach. Ale w tym miejscu nie mam zamiaru opowiadać o tym, o czym napisałem stron setki zanurzając się po czubek głowy w feminizmie, który przez lata wyznaczał wektor dla mojej opowieści o świecie. Dziś nie wiem czy to było dobre czy złe - na przykład dla mojego syna - ponieważ syn powinien mieć jedną matkę i lepiej żeby ojciec pamiętał o tym, że nią nie jest i że jako mężczyzna przychodzi do swojego syna z zupełnie inną energią i inną historią, którą powinien postarać mu się mądrze opowiadać. Więc jeśli tego ojca (tych ojców) brakuje, bo śpią głęboko w swoich “męskościach”, swoich “ojcostwach” zdając się w pełni na czułość, opiekuńczość matek, oddają również swoich synów w objęcia energii, która tym chłopcom nie pomoże stawać się mężczyznami. (...)"

Dołącz do grona Patronów!

Wesprzyj działalność Autora Marcin Zegadło już teraz!

Zostań Patronem