Avatar użytkownika

Marcin Zegadło

12
patronów
250 
miesięcznie
27 860 
łącznie
12
patronów
250 zł 27 860 zł
miesięcznie łącznie

Posty

10.10.2025 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Haidt buduje metaforę marsjańskiej kolonii pisząc, że dając nastolatkom smartfony w drugiej dekadzie XXI w. postąpiliśmy tak jak byśmy wysłali całe pokolenie na Marsa wchodząc tym samym w energię oraz przestrzeń niekontrolowanego w żaden sposób eksperymentu. Już dzisiaj - jak twierdzi - zauważamy gwałtowny i powszechny wzrost pogorszenia stanu zdrowia psychicznego pokolenia “Z”. Mowa o zaburzeniach eksternalizacyjnych (dziewczęta) oraz internalizacyjnych (chłopcy). Co ciekawe to wszystko zdaniem Haidta wydarzyło się pomiędzy rokiem 2010 a 2015. Zdecydował o tym smartfon, szerokopasmowy internet oraz dostęp do sieci przez 24 godziny na dobę. Stan rzeczy Haidt definiuje jednym zdaniem: odtąd “zawsze jesteśmy gdzieś indziej”. W niczym co “tutaj i teraz” nie uczestniczymy do końca. Następuje zatem spektakularny koniec dzieciństwa opartego na zabawie oraz równie efektowna inauguracja dzieciństwa opartego “na ekranie”. Dodatkowo model smartfona z kamerą umieszczoną z przodu otworzył puszkę Pandory, z której na świat wydostał się demon, któremu na imię “Selfie”, a liczba użytkowników Instagrama po przejęciu go przez Facebooka wzrosła gwałtownie z 30 do 90 milionów. Przez świat sunie nieprzerwanie korowód porównań, które stają się przekleństwem wszystkich tych, którzy muszą dojrzewać i mierzyć się z koszmarem tego czasu w zupełnie nowej rzeczywistości. Przeprogramowaniem objęte zostają autorytety, wzorce postaw społecznych, emocje, aktywność fizyczna, a nawet sen. Smartfony zdaniem Haidta to nic innego jak “blokery doświadczeń”. (...)"

07.10.2025 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Korzystając z AI warto również pamiętać, że nawet jeśli jest to tylko bezosobowy model językowy, to nie jest to model językowy bezpański. Ktoś jednak tym zarządza, o tym decyduje, a zdigitalizowane treści stają się kapitałem, którym może obrócić czerpiąc z tego zyski. Jeżeli AI będzie towarzyszyć nam w naszej codzienności - a przecież będzie, bo nie sposób już tego zatrzymać - konieczne jest lub będzie wyznaczenie określonych granic, poza które nie powinniśmy robić wycieczek. Kolejny problem to problem “certyfikatu autentyczności”, bo wcześniej czy później będziemy mogli obejrzeć siebie robiących lub mówiących rzeczy, których nigdy nie zrobiliśmy lub nie wypowiedzieliśmy na głos, a wtedy być może to my będziemy musieli przeprowadzić dowód na to, że to się nigdy nie stało i jest wyłącznie efektem pracy naszej nowej przyjaciółki, z którą Justyna Bargielska postanowiła wspólnie napisać książkę. Naturalnie nie można i nie należy od sztucznej inteligencji uciekać. W roku 2025 jest ona częścią naszej rzeczywistości i raczej nie będzie już innej. Warto jednak mieć na jej temat jakiś rodzaj refleksji lub prowadzić w tej kwestii dialog otwarty na wielość punktów widzenia i mnogość argumentów - zarówno tych za jaki i tych przeciw. Warto jednocześnie pamiętać, że AI wbrew złudzeniu jakiemu możemy zacząć ulegać - jest “czymś”, nie “kimś” - a w związku z tym pod treścią będącą produktem jej działania nie znajduje się niczyj podpis, a samo narzędzie nie ma twarzy drugiego człowieka, co w szeroko rozumiane może świadczyć o charakterze relacji. (...)"

02.10.2025 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Warszawa żywa i tętniąca. Chciałbym napisać, że ładna, ale jej uroda - jak każda inna - jest przecież kwestią gustu. Z całą pewnością Warszawa jest stołeczna, a to wystarczy żeby obsłużyć nawet od niechcenia oczekiwania kogoś, kto tutaj przybywa z prowincji. Problemem miast zniszczonych doszczętnie jest ich substancja. W sensie ścisłym - to z czego są zrobione. Oczywiście gruzobeton to jest jakiś ślad tkanki tamtego, które zrównane z ziemią miało się z gruzu nie podnieść jednak to jest za mało żeby poczuć to, co czuje człowiek dotykając murów kamienic w Łodzi albo nie bójmy się tego słowa - w Krakowie. A przecież architektura jako taka, wiąże się z doświadczeniem wielozmysłowym, to doświadczenie całego ciała jak pisze fiński architekt Juhani Pallasmaa. Konieczność pchnięcia ciężkich drzwi średniowiecznej katedry jest wrażeniem obejmującym więcej niż samo oko, które zauważa, podziwia lub cierpi z powodu tego, co widzi. Z kolei Peter Zumthor, szwajcarski architekt swoje pierwsze doświadczenie architektoniczne wspomina jako akt "polizania klamki" w domu swojej ciotki, co w konsekwencji doprowadzi do wyboru architektury jako jego życiowego zajęcia. Ktoś kto jest wyjątkowo zamożny nabędzie (być może) nieruchomość na podstawie fotografii, którą obejrzy. Ktoś inny dla kogo taka transakcja wiąże się z wydaniem oszczędności jego życia, będzie chciał prawdopodobnie doświadczyć czegoś więcej - dotknąć, posłuchać, chwilę pobyć - zauważa Filip Springer w swojej książce “Szara godzina. Czas na nową architekturę". To czego doświadczamy wzrokiem - pisze Springer - to za mało. Z kolei cytowany przez Springera Pallasmaa zauważa, że: "Architektura łączy nas ze zmarłymi; Dzięki budynkom jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rozgardiasz średniowiecznej ulicy i widok uroczystej procesji zmierzającej do katedry. Czas architektury jest czasem zatrzymanym: w najwspanialszych budynkach czas stoi w miejscu." Tego szukam. (...)"

23.09.2025 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Koncepcja “bycia szczęśliwym” i dążenie do szczęścia za wszelką cenę jest stosunkowo nowym pomysłem w historii ludzkości. Szczęście jako kryterium udanego życia jest produktem koncepcji dwudziestowiecznych znajdując ujście we wszystkim tym czym jest wieńczący to zjawisko przemysł, który ma owo szczęście produkować - wellness - wraz z którym przychodzi do nas ów szczególny rodzaj “nowej religijności”, w której język z poziomu dyskursu moralnego przesuwa się w kierunku pop-psychologii, a komfort oraz indywidualna korzyść stają się centrum doszczętnie sprywatyzowanego wszechświata. To nie jest myśl, która uderza w sens pomocy psychologicznej. To jest obawa o to, co dzisiaj taką pomoc w sensie ścisłym oznacza i jak wielu korzysta z tego, że nie do końca potrafimy oddzielić ziarno od plew. Jung, którym już przecież się nie zachłystujemy mówił, że celem prawdziwej psychoterapii powinno być wytrącenie człowieka z poczucia samozadowolenia i wywołanie w nim poczucia wewnętrznej niespójności. Wellness opowie nam zupełnie inną historię o nas samych. Od czego zatem zdolny jestem odwrócić się definitywnie jeśli uwierzę w to, że szczęście stanowi kryterium udanego życia? Czuję przez skórę głęboką fałszywość takiej tezy. Czuję również, że stroi ona i brzmi czysto w kontekście naszej kultury, w której dążenie do autentyczności, wewnętrznej spójności i obnażenia stawia nas w centrum uwagi. Mam natomiast poważne wątpliwości, czy rzeczywiście jesteśmy najważniejsi i czy powinniśmy się za takich uważać wobec samych siebie, czy wobec innych? (...)"

21.09.2025 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Więc jeszcze rytuały. Te, które powstają intencjonalnie będąc bezpieczną ramą, kamertonem wyznaczającym rytm mojego funkcjonowania. Procesy higieniczne, kofeina w rozsądnych dawkach, papierosy, które staram się palić w spokoju ciesząc się ich wątpliwym smakiem i niewątpliwą mocą. Bycie w stadzie: dzieci i W. Codzienne rozmowy z Radkiem. Okresowa korespondencja z Andrzejem. Justa, która od czasu do czasu odzywa się, a ja odpowiadam. Wspomniane już marsze i spacery, praca - ta zarobkowa (minimum 8 godzin) i ta z powołania - więc książki, książki, książki. Notatki. To co należy zapamiętać i to co, co może się wymknąć. Na wszelki wypadek zapisuję wszystko. Łączę w całość. Wnioski. Synteza. Jakby życie pisało haiku, a ja odczytywał bym je później z kalendarzy. Posiłki. Cukier, od którego jestem uzależniony w dużo większym stopniu niż od nikotyny. Lęk i napięcie, których staram się od pewnego czasu nie odganiać od siebie, pozwalam im trwać obok jak współlokatorom, bez których nie ogarnę czynszu. Okresowo zamiast książek seriale na platformach streamingowych. Tryb ucieczkowy. Tryb przetrwania. A potem znowu spokój i rozpaczliwe próby ciszy. Świat staje się geometryczny, więcej w nim kątów prostych niż niespodziewanych zakoli dróg i rozstajów. Wsłuchać się w to wszystko, uczynić swoim. Nie bać się tego. Być w opozycji do ruchu, nieustannej zmiany, być przeciw wysokiej prędkości dni, które następują po sobie, o których później mówi się "moje życie. (...)"

15.09.2025 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) Wieczorem podczas spaceru odsłuchuję wiadomość od Radka. Stosujemy z Radkiem od niemal dwóch lat ten rodzaj cyfrowej korespondencji, który umożliwia nam pozostawanie w stałym kontakcie bez konieczności umawiania się na telefon, przerywania sobie podczas mówienia, sprzęgania się głosów i pośpiechu związanego z tym, że obaj mamy jednak całą masę obowiązków, bo obaj żyjemy w mniejszym lub większym stopniu w stadach. Więc słucham, co Radek do mnie mówi, a mówi o tym, co wydarzyło się kilka dni temu, a czego w zasadzie mogliśmy się przecież spodziewać, bo obecność na polskim niebie rosyjskich dronów była więcej niż kwestią czasu, była i jest naturalnym następstwem tego, że jesteśmy w tej wojnie od chwili kiedy się zaczęła i czy się to podoba, czy nie podoba tym, którym wydaje się, że Ukraina to jest cudze zmartwienie. Ono jest tak bardzo nasze, że bardziej nasze oznaczałoby już tylko alarm bombowy nad Warszawą. Wrzesień w tym roku ciepły i w przeważającej części słoneczny - jak dotąd, a to zawsze kojarzyć mi się będzie niefortunnie z Gałczyńskim i tym wrzosem, którego wtedy było tyle na bukiety. Oczywiście mowa o wierszu, w którym czwórkami do nieba idą żołnierze z Westerplatte, chociaż wiadomo, że ta ich ostatnia droga u Gałczyńskiego niewiele ma wspólnego z prawdą historyczną, bo nie poległo ich wtedy więcej niż kilkunastu, co nie oznacza, że wiersz nie może mieć swojej prawdy, która odbiega od każdej innej nie będąc jednocześnie ani trochę kłamstwem. (...)"

12.09.2025 Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) To będzie dziennik właśnie o tym - o drodze, która nigdy w gruncie rzeczy nie znajduje końca, o wspólnocie, którą jest wspólnota najbliższych nazywana przez nas rodziną, grupą przyjaciół, a w ujęciu panoramicznym wspólnotą, którą lubiliśmy nazywać społeczeństwem, które dziś przypomina raczej grupy plemion wzajemnie się nie tolerujących, wrogich sobie i głuchych na swoje języki, które w coraz większym stopniu stają się niezrozumiałe. To będzie dziennik o tym, czym jest naturalna potrzeba kontaktu z tym Drugim wobec mojej pogłębiającej się mizantropii będącej wynikiem tego kontaktu - sumą doświadczeń, pakietem wniosków. To będzie dziennik pisany w chwili, kiedy rosyjskie drony wdzierają się na “polskie niebo”, a wojna, która toczy się za granicą z jakiegoś powodu wciąż uznawana jest dość powszechnie za “cudzą” nie “naszą”. To będzie dziennik powstający w kraju głębokich podziałów, nad której krawędzią kołyszemy się na piętach coraz bardziej zmęczeni pozbawieni jednak woli wygaszenia wciąż pogłębiającej się polaryzacji. To będzie dziennik z codzienności, w której rutyna nie oznacza nudy, a przygoda nie oznacza ekscytującego życia, dziennik wahający się pomiędzy udostępnianiem siebie, a wyznaniem, które zawsze przychodzi z pomocą jeśli pragnie się skupić na sobie uwagę. To będzie dziennik czytany przez kilka osób, dziennik bez ambicji bycia czytanym, ale też nie pozbawiony takiej intencji, dziennik, w którym będę mówił bardziej do siebie niż do innych, ponieważ w tej energii czuję się najlepiej, to porządkuje moje myśli, lektury, doświadczanie świata, który przestaje być dobrym miejscem do życia, co nie zmienia faktu, że raczej nie istnieje i nie będzie istnieć - inne, które okaże się lepsze. To będzie dziennik bez żadnej obietnicy trwania, dziennik kapryśny, niestały, wolny od konieczności powstawania, dziennik nierówny i zrzędliwy, dziennik pełen powtórzeń i powrotów - dziennik tęskniący za tym czego już nie ma i nie pragnący niczego poza tym, co jest. (...)

Dołącz do grona Patronów!

Wesprzyj działalność Autora Marcin Zegadło już teraz!

Zostań Patronem