Avatar użytkownika

Marcin Zegadło

9
patronów
215 zł
miesięcznie
29 710 zł
łącznie
9
patronów
215 zł 29 710 zł
miesięcznie łącznie

Posty

23.02.2026 ● Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) "Nie uprawia się ogródka na polach Apokalipsy (...) Większość naszych współczesnych mieni się wierzącymi, ale kultura, w której żyją, ignoruje ich wierzenia albo je sobie podporządkowuje. Ta kultura nie jest już religijna, ale nie jest też taka ateistyczna, jak by się tego sama po sobie spodziewała. Nasza epoka okazuje się niebywale skuteczna w tworzeniu na oślep cywilizacji, której absolutnie nie potrafi doprowadzić do ładu" - pisze Andre Malraux (“Przemijanie a literatura”) cytowany przez Kisiela w “Czwartej nad ranem”. Znajduję ten fragment wczoraj w nocy i wiem, że to jest początek trudnej i wymagającej rozmowy - dialogu z tekstem - zwęszonym tropem, za którym podążam. Ateista, który sięga po religijny opis świata. Ziarno, które przytrafia się ślepej kurze. Nadmiar lub brak powagi - tym pachnie wnętrze tej “świątyni”, która powstaje w błyskawicznym tempie na użytek kogoś, kto być może powinien już zrozumieć, że stawką w tej Wielkiej Przygodzie jest wybór, nie namysł i nasłuchiwanie. Wybór - żadna inna łaska, która spada z nieba.: "Na naszej pustyni nie sypie się manna" - powiada Abraham Joshua Heschel. Nasza kultura dostarcza nam niezliczoną ilość wymówek. Na przykład - negocjacje. Zamęt sumienia interpretowany jako refleksja lub wewnętrzny dialog. Ignorowanie przeczuć. Odsuwanie od siebie intuicji. Być może negocjuję sam z sobą warunki tej “odmiany”. Mam oczy i nie widzę. Mam uszy i nie słyszę. Wymówka zamiast wyboru. Wygodna intelektualnie pozycja - zgłębiać, drążyć, eksplorować. Książki układać w stosy żeby to przykryć wiedzą. Żeby to zagłuszyć, bo przecież nic wielkiego się nie wydarza, żadnych objawień i iluminacji. Najzwyczajniej w świecie - budzę się i idę na spacer. (...)"

06.02.2026 ● Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) "Żaden żywy organizm nie może na dłuższą metę normalnie funkcjonować w warunkach absolutnego realizmu." - pisze Shirley Jackson w ikonicznym otwarciu klasycznej powieści grozy “Nawiedzony dom na wzgórzu”. Doprawdy - w dziwnym splocie w tym dzienniku - groza i nadzieja. Tak jakbym grozę niemal podświadomie wprowadzał do narracji dla koniecznej być może równowagi. Nienauczony przebywania w rejestrach innych niż mroczne, ratuję się tym, co znam lepiej, z czym czuję się bezpieczniej. Realizm w swojej istocie to wierny i obiektywny opis rzeczywistości. Opis, który nie może pozwolić sobie na idealizację. Otóż - istnieje świat, który posiada określony charakter i naturę niezależną od tego, co na ten temat powstaje w naszych głowach. Nie obraz świata liczy się w tym wypadku lecz to jaki świat jest po prostu. Bo ostatecznie jakiś jest. Przynajmniej w założeniu, które dla Shirley Jackson nie jest możliwe do przezwyciężenia dla ludzkiego umysłu, który wykazuje się tendencją do kolejnych ucieczek w fikcję i miraże. Również w lęki, które w tym wypadku doskonale przewodzą wszelkiego rodzaju fantazje na temat natury rzeczy i zjawisk. Groza, po którą sięgam wydaje się w tym wypadku naturalną konsekwencją wcześniejszych prób urealnienia świata, w którym żyłem w minionych dziesięcioleciach. Świata tworzonego na własny użytek z wykorzystaniem doskonale nadającego się do tego narzędzia jakim jest, była i będzie fikcja. (...)"

17.01.2026 ● Brak komentarzy

"Stado. Dziennik"

"(...) bo przecież rozpad jest zjawiskiem fascynującym, o ile nie dotyczy nas w sensie ścisłym (a może nawet i wtedy). Romantyzujemy upadek, każdą klęskę. Opowiadamy sobie bajki o moralnych zwycięstwach. I jeśli nawet broni się to w dialektyce, to niekoniecznie spełnia swoją funkcję na poziomie tak elementarnym jak ciało. Ciało upada ostatecznie. Geriatryczna dekonstrukcja ciała - to wszystko, co ma nam do zaoferowania ów katalizator pożądania i namiętności - przytulny boks dla dwóch rączych koni, na które w tym biegu tak wielu fałszywie postawi. Wszystko, co może mieć wartość większą niż płyn ustrojowy lub kolejny wyrzut dopaminy - jest gdzie indziej. Trzeba było być Stwórcą ironicznym i złośliwym, żeby receptorem odbioru świata, w którym poruszamy się z większą lub mniejszą bezradnością, uczynić ludzkie ciało. A jeśli nie jest to po prostu demiurgiczny figiel, to jest to figiel innej, perfidnej natury. Z drugiej strony jak pięknie jest tym ciałem oddychać i dotykać. Jak pięknie potrafi być ciało. Bezwzględna konfrontacja jego harmonii i sprawności z jego upośledzeniem i śmiercią wydaje się okrutnym żartem. Próbą charakteru. Grą podjętą z własną i cudzą próżnością. Ćwiczeniem duchowym w rzeczywistości, w której nikt już nie mówi o duszy. Nikt już nie mówi o Duchu. Ktoś taki nie zostanie przecież potraktowany poważnie. Więc ciało - narzędzie poznania, które sadzasz człowieku na miękkiej dupie i mówisz do ciała: Spójrz jak pięknie! A potem wszystko i tak - bardziej lub mniej gwałtownie - dobiega końca. Po dupie ani śladu. Zostaje worek kości. Przy odrobinie szczęścia wyrośnie na tobie dąb lub jakaś lipa. Ogólnie lipa. Tak to zostało zorganizowane. Piękno bezwględnie brutalnego porządku. Polub i udostępnij. “Ciało, prawdziwa droga kultury, wskazuje nam nasze granice” - pisze Camus w “Notatnikach”. Szach. Mat. (...)"

Dołącz do grona Patronów!

Wesprzyj działalność Autora Marcin Zegadło już teraz!

Zostań Patronem